Cześć wszystkim,
Prawdopodobnie czytaliście już moją relację z podróży na Islandię. Jeśli nie, na pewno wspomnę o niej w dalszej części wpisu i podam linki. Krótko mówiąc, w tej chwili jestem na Islandii. Najlepszym pomysłem, jaki wpadł mi do głowy od dłuższego czasu, była decyzja o wyjeździe tam pomimo problemów związanych z COVID-19 i obowiązujących na całym świecie ograniczeń! Dzisiaj postanowiłem wybrać się na znaną wycieczkę – „Złoty Krąg”… Aby zobaczyć gejzery i słynny złoty wodospad „Gullfoss”.
W drodze tam zobaczyłem dwie tęcze. Pierwsza była absolutnie fantastyczna i pomyślałem, że lepiej już być nie może, kiedy pojawiła się druga – i to podwójna...
Kiedy byłem dzieckiem, mówiono mi, że tęcze to bramy, przez które nasi bogowie przemieszczają się między ziemią a niebem. Mając to na uwadze, już wtedy wiedziałem, że moja wycieczka zakończyła się sukcesem. Ale nie uwierzycie, ilu ludzi widziałem w okolicy Geysiru. Największy gejzer nazywa się Strokkur, a przy nim były tylko trzy osoby. Na parkingu zobaczyłem jeszcze jedną osobę z małym kamperem, gotującą makaron na podłodze. Zastanawiałem się, gdzie podziało się pozostałe 70 osób, które widziałem tu w zeszłym roku... Geysir jest prawie pusty… Dlaczego nikt nie zdaje sobie sprawy, że to najlepszy czas na zwiedzanie tych miejsc? Teraz jest ten moment, ludzie, po co czekać, aż wszystko wróci do normy, a miejsce będzie przepełnione?
To miejsce zmieniło się tak bardzo od czasów, kiedy byłem dzieckiem. Wtedy nie było tam dosłownie nic. Dzisiaj jest tu duża restauracja, hotel, kolejny hotel, sklep z pamiątkami i jeszcze jedna restauracja. A przed tym miejscem – zgadnijcie co – kolejna restauracja, która serwuje wyłącznie zupy. Lokal był pusty, nikt nie jadł zup. Sklep z pamiątkami był pusty, nikt niczego nie kupował. W restauracji jadło sześciu Islandczyków i to wszystko.
Zastanawiam się, czy to egoistyczne, że wolę, żeby to miejsce było puste. A co z pracownikami, właścicielami i udziałowcami? A co z rządem, który stoi w obliczu największego spadku od niepamiętnych czasów? Odpowiedź pozostawiam wam.
Udało mi się zrobić selfie, na którym nie ma nikogo poza mną, oczywiście. Przepraszam za tę ironię, ale było to całkiem łatwe i zabawne, bo prawie nikogo tam nie było. Przez chwilę zastanawiałem się, czy my, ludzie, w ogóle lubimy innych ludzi, albo dlaczego w takich miejscach wolimy być sami. Dlaczego nie lubimy, gdy na naszych zdjęciach pojawiają się inne osoby. Wtedy przypomniałem sobie, jak ostatnim razem, gdy byłem przy gejzerach, obok mnie stał autobus pełen turystów. Jeden z nich był tak podekscytowany, że nieustannie się poruszał, wydając okrzyki: „ohhhhh, ohhh!”, a kiedy Strokkur wyrzucił strumień wody w powietrze, zaczął skakać, krzycząc: „wow wow, ho ho ho, wow wow!”. Niektórzy próbowali nagrać filmik i wydawali się zirytowani zachowaniem tego mężczyzny. Dla mnie była to po prostu przezabawna komedia. Szczerze mówiąc, ten facet był prawdopodobnie jedyną rozsądną osobą na miejscu, próbującą uchwycić tę chwilę wzrokiem, a reszta po prostu przeżywała to jak radosny wybuch radości. Życie chwilą i utrwalanie wspomnienia wzrokiem. Zapamiętywanie tego na wieczność! Pozostali stali tam, niemal z drętwieniem w dłoni, próbując uchwycić Strokkura. Ponieważ nie ma przycisku, który sprawiłby, że gejzer wybuchnie, niektórzy stali tam przez kilka minut z telefonem lub jakimś urządzeniem w dłoni, powtarzając: „kiedy to wybuchnie”. Prawo Murphy’ego – nie chcę nawet o tym zaczynać – znów dało o sobie znać, bo nie tylko ten cholerny gejzer nie chciał wybuchnąć, ale kiedy w końcu to zrobił, ludzie patrzyli w złym kierunku albo telefon się wyłączył, bateria się wyczerpała, albo zdarzyła się jakaś zabawna wpadka. Ale to wszystko już za mną, bo jestem sam, zagubiony na Islandii, zagubiony w tłumaczeniu.

To zdjęcie zrobiłem w październiku 2006 roku. Był to ostatni raz, kiedy widziałem to miejsce tak samo puste, ale żeby się tam dostać, musiałem jechać przez śnieżną burzę. Moim zdaniem to szaleństwo. Co ten COVID-19 zrobił ze światem? W drodze powrotnej do samochodu przypomniałem sobie, co mówili mi Islandczycy o COVID-19. Żadna z tych osób już tak naprawdę w to nie wierzy. Mimo to nikt nie chce nic mówić, bo w niektórych przypadkach ten wirus jest straszny. Być może jedynym rozsądnym podejściem jest stwierdzenie: „Wirus wydaje się atakować ludzi w różny sposób i dlatego musimy być ostrożni”.
Przyjrzyjmy się słynnemu wodospadowi Gullfoss, położonemu zaledwie kilka minut drogi od Geysiru. Przy Gullfossie było dokładnie tak samo, jeśli nie gorzej – spotkałem tam tylko jedną osobę. Później zobaczyłem parę idącą w stronę wodospadu. Cóż za niesamowity widok! Spójrzcie tylko na tę potęgę natury! Absolutnie cudowne, a nikogo nie ma w pobliżu, kto zasłaniałby widok. Żadnego budynku nie zasłaniającego widoku – witajcie w najmniej zaludnionym kraju Europy!
Oto zdjęcie parkingu, na którym zazwyczaj parkują autobusy. Górny poziom był pusty, hotel jest zamknięty!


Restauracja Geysir – wow, co za wspaniała okazja, że mogłem tam zjeść, mimo że na miejscu nie było nikogo poza kilkoma miejscowymi. Uważa się, że islandzka jagnięcina jest najlepsza na świecie. Pörusteik to chrupiące danie z wieprzowiny, a warzywa dodają mu koloru. Idealny posiłek ketogeniczny, który doda mi sił na kolejną przygodę.
Dziękujemy za przeczytanie tego artykułu. Zgodnie z obietnicą, oto najnowsze wiadomości dotyczące COVID-19:





