Drodzy przyjaciele Camper Iceland
Zarezerwowałem lot na Islandię! Wylądowałem na Islandii i przeszedłem test na COVID! Chcesz wiedzieć, co dzieje się po wylądowaniu na Islandii? Koniecznie przeczytaj moją relację, a jeśli nie znasz jeszcze pierwszej części, koniecznie ją przeczytaj. Opowiadam, jak przygotowywałam się do podróży i co trzeba zrobić zgodnie z nowymi, zmienionymi przepisami rządu islandzkiego. Pierwszą część można znaleźć tutaj…
Zanim przejdziemy dalej, chcę wam pokazać, jak piękna pogoda panowała podczas lądowania na Islandii. Po obejrzeniu filmiku dowiecie się, co się dzieje po wylądowaniu na Islandii.
Witaj w domu
Nazywam się Daniel i piszę tę relację, żeby dać wam wyobrażenie o tym, co się dzieje na Islandii. Odkąd byłem małym dzieckiem, jeździłem tam i z powrotem, ale nigdy wcześniej nie nosiłem maski podczas podróży. To nowe doświadczenie wywołało u mnie salwę śmiechu – ostrzegam, potrafię być dość sarkastyczny, ale w zabawny sposób. Komunikat: „Można zdjąć maskę podczas picia wody lub spożywania przyniesionego ze sobą posiłku”. Roześmiałem się i wyobraziłem sobie mojego sąsiada próbującego jeść i pić w założonej masce. Jeszcze zabawniejszy jest komunikat bezpieczeństwa: „Pamiętaj, aby zdjąć maskę przed założeniem maski tlenowej!”. LoL… Nawiasem mówiąc, Islandczycy nazywają Islandię „DOMEM”, bez względu na to, gdzie się znajdują lub mieszkają. Dlatego pierwszą rzeczą, jaką Icelandair ogłasza po wylądowaniu, jest „WITAMY W DOMU” lub „VELKOMIN HEIM”.
Wylądowaliśmy
Linia lotnicza ogłasza, że pasażerowie muszą wysiadać po dwa rzędy siedzeń na raz. Oczywiście zawsze znajdzie się ktoś z innej planety, kto nie rozumie ludzkiego języka i musi spróbować postąpić odwrotnie. W moim przypadku był to młody Szwajcar, który próbował wysiąść z samolotu, zanim jeszcze zgasło światło sygnalizujące konieczność zapięcia pasów. Stewardessa kilkakrotnie kazała mu zostać na miejscu i usiąść z powrotem. Mimo to udało mu się wybiegnać z samolotu, gdy tylko drzwi się otworzyły. „Co za palant” – pomyślałem i czekałem dalej, aż nadejdzie moja kolej. Kiedy już wyszedłem z samolotu, ku mojemu zaskoczeniu poproszono nas, abyśmy wsiedli do autobusu. Dlaczego nie skorzystali z pomostu? Wtedy dotarło do mnie – oczywiście, że nie skorzystaliby z pomostu. Przypomniało mi to czasy, kiedy pomagałem na farmie i próbowaliśmy zapędzić owce przez określone drzwi. Czasy się zmieniły i teraz to my, pasażerowie, jesteśmy jak owce. Pracownicy lotniska to rolnicy, którzy chcą, żebyśmy – owce – przeszli przez określone drzwi i podążali wyznaczoną ścieżką. Wielu pracowników stoi tam, prosząc pasażerów, by wsiedli do autobusu, a nigdzie indziej. Gdy wszyscy pasażerowie znajdą się w autobusie, ruszamy. 50 metrów dalej zatrzymujemy się, kierowca autobusu otwiera każde drzwi osobno, a my, „owce”, biegniemy jak szaleni idioci, próbując przedrzeć się przez drzwi i dostać się na lotnisko. Oczywiście połowa z nas utknęła w drzwiach, bo każdy chce być pierwszy w środku. Kiedy wbiegamy po schodach, siedmiu pracowników, w tym policjantka, próbuje z nami rozmawiać, ale my jesteśmy owcami i nie rozumiemy, po prostu chcemy biec. To naprawdę przezabawne… Zatrzymuję się, by posłuchać policjantki, która zwraca się do jednego z pasażerów: „Witam! Gdzie jest pański kod kreskowy!!!”, „Jaki kod kreskowy?” – odpowiada pasażer. „Ten z testu na COVID!” – krzyczy policjantka. „Ahaa, ten!” – odpowiada pasażer i teraz, z dwiema torbami, kurtką i butelką wody w ręku, zatrzymuje się, by poszukać kodu kreskowego. Po załatwieniu tej sprawy docieramy do drugiej blokady, gdzie ponownie proszą nas o okazanie kodu kreskowego. Tylko że tym razem pracownik lotniska sprawdza, czy zapłaciliśmy za test. Jeśli płaci się z góry, kosztuje to 9 000 ISK, ale jeśli płaci się na miejscu, to 11 000 ISK. Muszę zapłacić, ale urządzenie nie odczytuje mojego kodu kreskowego. W końcu się udaje, płacę i mogę iść dalej. Zanim to zrobię, zauważam, że jestem ostatnią osobą, która wysiadła z samolotu. Wszyscy inni pobiegli na test na COVID-19. Wygląda na to, że myślą, iż zaoszczędzą czas, jeśli nie będą musieli czekać w kolejce. Ku mojemu największemu zaskoczeniu zauważam, że wcale nie jestem ostatni. Ten palant, który nie potrafił poczekać (pamiętacie tego gościa, który musiał być pierwszym, który wyszedł z samolotu?), jest za mną, a jego karta kredytowa nie działa. No cóż, kolego! Karma cię dopadła! – pomyślałem sobie… To on był ostatnim, który przeszedł test.
TEST NA COVID-19
Po wejściu na górne piętro widać co najmniej 10 kabin do testów na COVID. Miła pani wskazuje ludziom, dokąd mają się udać, i bez czekania zostaję poproszony, by wejść do kabiny i usiąść. Miły młody człowiek mówi mi, że przeprowadzi test i prosi o kod kreskowy. „Proszę, zeskanuj go sam” – mówi i zaczyna wyjmować z szuflady dwa spiczaste przedmioty oraz plastikową butelkę. „Przeprowadzę dwa testy, jeden w jamie ustnej, który jest bezbolesny. Drugi jest nieco nieprzyjemny” – stwierdza młody mężczyzna. Patrzę na niego, uśmiecham się i mówię: „Po prostu to zrób, kogo to obchodzi!”. Odpowiada: „Podoba mi się twoje podejście” i każe mi powiedzieć „AHHHHHHH”, podczas gdy wkłada mi ten ostry przedmiot do ust. Potem wkłada mi drugą rzecz do nosa i szczerze mówiąc, nawet nie wiedziałem, że można coś włożyć do nosa aż tak głęboko, nie dotykając mózgu. To było trochę dziwne uczucie, ale nie bolało, a kiedy już to wyjął, myślałem, że będę kichał, ale zamiast tego z jednego oka zaczęły płynąć łzy. Nie ma sprawy, to bułka z masłem. Dziękuję facetowi i wygląda na to, że mogę już iść.
Kontrola graniczna
Przed mną stało czterech młodych szwajcarskich turystów, a jedna z dziewczyn wydawała się pełnić rolę przewodniczki ze względu na znajomość języka. Była naprawdę szczera i dokładnie wyjaśniła funkcjonariuszom granicznym, co zamierzają zrobić: „Czy możemy odebrać wynajęty samochód, czy też jak dotrzemy do hotelu? Czy możemy potem pojechać do hotelu, zatrzymać się tam na jedną noc, a następnie udać się do kolejnego hotelu?”. Większość Szwajcarów jest naprawdę miła i stara się postępować zgodnie z otrzymanymi wskazówkami. Zasada jest następująca: dozwolone jest:
- Odbierz swój samochód
- Pierwszą noc spędź w innym miejscu, np. w pobliżu lotniska (tylko jeśli to konieczne)
- Następnie zatrzymaj się gdzieś na 4–6 dni (w tym samym miejscu) i pamiętaj, że przebywasz na kwarantannie.
- Pobierz aplikację (do śledzenia kontaktów), aby otrzymywać powiadomienia w przypadku zakażenia COVID-19 (wynik testu)
- Od służb granicznych otrzymujesz dokument, w którym znajduje się cała niezbędna informacja
Przepraszam za opóźnienie w odpowiedzi wynoszące 4–6 dni. Wiem, że chcesz wiedzieć, czy to 4, 5 czy 6 dni, ale rząd nam tego nie podaje. Dzwonią do ciebie, jeśli masz wirusa; jeśli nie, otrzymujesz co najmniej jedną wiadomość SMS, a aplikacja również powinna cię powiadomić. Napiszę dokładny harmonogram, kiedy co zrobiłem i jaką otrzymałem odpowiedź. Pamiętaj, że my, Islandczycy, zazwyczaj jesteśmy dość wyluzowani, ale ludzie są zestresowani z powodu tego wirusa. Niemniej jednak, szczera prawda jest taka:
Przepisy ciągle się zmieniają i mogą ulec zmianie bez uprzedzenia (tak dokładnie ujął to miły funkcjonariusz straży granicznej). Ludzie starają się jak najlepiej dostosować do tych zasad, więc proszę o wyrozumiałość! Nie chcesz przecież być odpowiedzialny za rozprzestrzenianie wirusa i prawdopodobnie wyrządzić krzywdę osobie bardziej narażonej. Zachowując więc odległość 2 metrów, nosząc maseczkę i myjąc ręce, już teraz robisz wiele dobrego. Dokument, który otrzymałem (tłumaczenie z islandzkiego):
- W razie potrzeby możesz skorzystać z pomocy medycznej. Skontaktuj się z najbliższym lekarzem, aby uzyskać informacje na temat tego, jak postąpić w tej sytuacji.
- Można spacerować lub wędrować w miejscach, gdzie jest mało ludzi, zachowując minimalną odległość 2 metrów.
- Można poruszać się własnym lub wypożyczonym samochodem, ale nie wolno się zatrzymywać ani nawiązywać kontaktu z innymi osobami, np. poprzez okienka w samochodzie lub bezpośrednio.
- Nie wolno mieć kontaktu z innymi osobami przebywającymi w budynku oraz należy przestrzegać wysokich standardów higieny. Minimalna odległość 1–2 m podczas mijania się z innymi osobami.
- Nie wolno korzystać z transportu publicznego – dozwolone są wyłącznie taksówki, własny samochód lub samochód z wypożyczalni.
- Nie wolno chodzić do restauracji, barów, spotykać się z ludźmi, chodzić na siłownię, na basen, do kina, do sklepów ani do marketów spożywczych. Zasadniczo trzeba poprosić kogoś, żeby zrobił za ciebie zakupy. Albo zamówić jedzenie z dostawą.
- Nie wolno chodzić do pracy ani do szkoły.
- Nie wolno pokonywać długich odległości ani zwiedzać. Nie wolno jeździć z jednej dzielnicy do drugiej.
No i proszę, mówią ci, że czwartego dnia dostaniesz informacje, bla bla bla, ale u mnie było tak:
22.08.20
16:15 Zapłaciłem za TEST NA COVID na lotnisku
16:20 Przeprowadzono test
21:26 Dostałem SMS-a z informacją, że nie jestem zarażony wirusem
21:28 Otrzymałem e-mail z instrukcjami dotyczącymi wykonania drugiego testu w dniu 27.08.20 wraz z adresem w Reykjavíku, pod który mogę się udać bez wcześniejszej rezerwacji. Jeśli nie przebywasz w Reykjavíku, dostępny jest link, np. do Keflavíku: musisz umówić się na wizytę i udać się do szpitala. Zaparkuj samochód i pozostań w nim; ktoś podejdzie do samochodu i przeprowadzi test.
23.08.20
05:41 Znowu dostałem tę samą wiadomość SMS, że nie mam wirusa. Prawdopodobnie dlatego, że w niektórych przypadkach ludzie nie otrzymują SMS-ów, więc wysyłają je dwukrotnie, a do tego wysyłają e-mail i informuje o tym aplikacja. Jeśli nic się nie dzieje, a telefon działa, to prawdopodobnie nie masz wirusa – w przeciwnym razie zadzwoniliby do ciebie. Sprawdź e-mail i koniecznie wykonaj drugi test. W wiadomości znajdują się standardowe ostrzeżenia, że skontaktują się z tobą, jeśli się nie pojawisz, oraz wskazane są konsekwencje prawne. Nie bądź dupkiem, wykonaj drugi test, postępuj zgodnie z instrukcjami i pomóż nam chronić Islandię.
Pierwszy test na COVID
To był i jest mój pierwszy raz, kiedy poddałem się testowi na COVID-19. Miło było otrzymać wynik, mimo że wiedziałem, że nie jestem zarażony wirusem. Pierwszego dnia na Islandii pojechałem taksówką do mojego samochodu, a potem pojechałem do mieszkania, w którym będę przebywał podczas kwarantanny. Przejazd taksówką był interesujący, ponieważ od dłuższego czasu nie rozmawiałem z miejscowymi, którzy wiedzą, co się dzieje. Taksówkarz powiedział mi, że lato było dziwne. Nie było prawie nic do roboty, a czasami samolot przywoził do Islandii tylko jedną osobę. Bardzo mnie to zasmuciło, bo ta sytuacja jest trudna dla wszystkich. Wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że turystyka to coś więcej niż samoloty, wypożyczalnie samochodów i hotele. Nawet słynna piekarnia musiała zamknąć działalność, ponieważ nie ma turystów, którzy kupowaliby chleb. Wyobraźcie sobie produkcję mleka i sera bez 1–2 milionów turystów. Zasadniczo brak dochodów dotknie wszystkich. Najpierw branżę turystyczną, potem wszystkich dostawców związanych z turystyką, a na końcu władze. Tak, brak turystów i utracone dochody spowodują mniejsze wpływy z podatków. A skoro mowa o rządzie, taksówkarz opowiedział mi (a ja przeczytałem o tym w wiadomościach), że najwyżsi rangą urzędnicy udali się na lunch do tego hotelu. Ktoś miał COVID, hotel jest teraz zamknięty, a wszyscy urzędnicy musieli udać się na kwarantannę. I to właśnie wtedy, gdy rząd chciał ponownie złagodzić obostrzenia! Nikt nie jest bezpieczny przed wirusem, ale skupmy się na pozytywnych aspektach. Negatywne nastroje związane z COVID-19 tylko was zasmucą.
Tak, mamy też zwycięzcę! Mam nadzieję, że przyroda na tym skorzysta. Jak już wcześniej wspomniałem, od ponad 40 lat często podróżuję do Islandii i z powrotem, a lotnisko przypomniało mi dawne czasy, kiedy byłem dzieckiem. Przy punkcie wymiany walut stało może 10 osób, a dwóch mężczyzn szukało klientów (zamiast 100 facetów z tabliczkami). Sklep wolnocłowy był otwarty, ale nikogo w nim nie było; musiałem zdezynfekować ręce, a potem założyć rękawiczki. Sklep przed kontrolą graniczną był pusty.
Co robić podczas kwarantanny
Wykorzystałem wczesny poranek na moją dozwoloną wędrówkę/bieg. Nie spotkałem nikogo, nie widziałem ani nie słyszałem nikogo, być może dlatego, że jest niedziela i o godz. 05:00 czasu lokalnego nikt jeszcze nie wstał. Wygląda na to, że jestem tu sam i choć wyglądam na wyczerpanego, to był to wspaniały poranek. W Szwajcarii było ponad 30 stopni Celsjusza, więc wyjście z budynku o tak wczesnej porze było naprawdę orzeźwiające. W ciągu kilku sekund naprawdę się obudziłem, a świeże powietrze tutaj, na Islandii, jest po prostu niesamowite. Powiew świeżości i morska bryza! Nie próbuję nikogo przekonywać do kwarantanny, ale jak dotąd mogę się zrelaksować i czuję, że to właśnie ta przerwa, której od dawna potrzebowałem. Oto krótki filmik z wczesnego poranka:
Część 3 z 3
W kolejnej części opowiem wam o okresie kwarantanny i drugim teście na COVID-19. Bądźcie na bieżąco, podróżujcie i bawcie się dobrze!