Warto przeczytać ten artykuł, źródło: Morgunblaðið
Życie jest pełne niespodzianek, nieoczekiwanych powiązań i nowych sposobów postrzegania świata. Właśnie to odkryłem podczas niedawnej jednodniowej wycieczki na południe Islandii. Dołączyłem do blogera podróżniczego na prywatną wycieczkę z przewodnikiem pod nazwą „Secret Circle”, organizowaną przez biuro podróży Glacial Experience.
Nasz przewodnik, Kjartan Valgarðsson, który jest jednocześnie właścicielem firmy, odebrał mnie wczesnym rankiem czarnym Landcruiserem. Nigdy wcześniej się nie spotkaliśmy, ale już po kilku minutach odkryliśmy, że mamy trzech wspólnych znajomych, z których wszyscy okazali się moimi kuzynami.
My, Islandczycy, nieustannie poszukujemy niewidzialnych więzi, które nas łączą. W głębi serca skrywa się w nas pragnienie odkrywania nowych krewnych – poszerzania grona naszej dalszej rodziny. Nie jest więc przypadkiem, że jednym z najserdeczniejszych sposobów zwracania się do kogoś w języku islandzkim jest nazwanie tej osoby „frændi minn” lub „frænka mín”, w zależności od tego, czy jest to mężczyzna, czy kobieta, co w języku angielskim oznacza po prostu „mój krewny”.
Idealna scena
Dość już tych dygresji. Ledwie nawiązaliśmy tę potrójną więź, jak już podjechaliśmy pod dom blogerki. Regína Hrönn Ragnarsdóttir przywitała nas ciepłym uśmiechem, przekonując mnie tym samym, że będzie świetną towarzyszką podróży.
Kierowaliśmy się na wschód, przez górę Hellisheiði. Był to słoneczny, chłodny i bardzo wietrzny dzień, a gdy dotarliśmy na szczyt góry, wiedzieliśmy, że mamy szczęście. Bogowie pogody odsłonili kurtynę, odsłaniając najpiękniejszą scenę: przed nami, po lewej stronie, w oddali w całej okazałości wznosiły się wulkany Hekla i Eyjafjallajökull, a po prawej rozciągał się ocean, a wyspy Vestmannaeyjar ustawiły się w rzędzie niczym diamenty, jedna obok drugiej.